Jak wyglądał typowy czytelnik pierwszych wydań książki?

Dziś kilka zdjęć z epoki.

Myśląc o ludziach z innej kultury, innych czasów lub miejsc, wyobrażamy sobie monolit - wszyscy są mniej więcej tacy sami, przynajmniej z naszego, odległego punktu widzenia. Wystarczy jednak czasem przyjrzeć się bliżej, żeby z zaskoczeniem zauważyć, że ludzie wcale tak bardzo do siebie nawzajem podobni nie są. Woodcraft Nessmuka pozwala zajrzeć do świata dziewiętnastowiecznych amerykańskich biwakowiczów. Myśląc o ludziach z tamtego okresu, z pewnością często wyobrażamy sobie twardych traperów, którzy sztukę lasu opanowali tak perfekcyjnie, że są zupełnie zgodni w doborze optymalnego sprzętu czy sposobu postępowania. Mamy obraz zahartowanych, żylastych drabów z wielkimi nożami bowie u pasa, którzy nie myją się miesiącami, śpią smacznie na kamieniach i twardych korzeniach, miodu nie jedzą, pszczoły żują, a skórę mają tak grubą, że komary w ich towarzystwie mrą z głodu.

Zajrzenie na strony Woodcraftu pozwala się przekonać, że mimo że z pewnością kilku takich jegomości można było wtedy w leśnych ostępach spotkać, to byli wsród biwakujących Amerykanów także ludzie z miast, przyjeżdżający na wakacje z rodzinami, a wśród nich tak ludzie znający się na rzeczy, jak i niedoświadczeni, zdrowi jak i chorowici, ludzie którzy albo niewygód znosić w ogóle nie zamierzali i opłacali tragarzy, przewodników i wynajmowali pokoje hotelowe w wielkich ośrodkach wypoczynkowych, i ci, którzy mając uproszczone, wyidealizowane wyobrażenie o życiu w lesie próbowali doścignąć wizję hardego trapera i narażali się na niepotrzebne niewygody i niebezpieczeństwo. Nessmuk napisał swoją książkę dla mieszczuchów: jak mogą radzić sobie w lesie samemu, daleko w dziczy bez infrastruktury i usług turystycznych, jednocześnie nie narażając się na zbytnie niewygody. Pisał, jak biwakować mądrze.

Autor najczęściej wybierał się w góry i lasy rejonu Adirondack, który leży przy granicy z Kanadą, w pobliżu Toronto i Montrealu. Porównać go można do naszych Mazur i Tatr - piękne jeziora i góry, a w nich tłumy bogatych turystów, ogromne hotele, wypożyczalnie łódek, przewodnicy, handlarze i naciągacze. To, co różniło Adirondack od naszych kurortów, to skala. Ten masyw górski ma około 200 kilometrów średnicy i za czasów Nessmuka było tam też dużo terenów dziewiczych, gdzie można było uciec przed tłumami turystów i rozbić namiot gdzieś na małej odciętej od świata wysepce.

Poniżej zdjęcia Seneki Ray'a Stoddarda (współczesnego Nessmukowi fotografa i miłośnika obozowania w górach Adirondack) ukazujące ówczesne wakacyjne obozowanie.

Howgh!


did-you-know-blue-mountain-lakes-electric-legacyjpg

Infrastruktura turystyczna dziewiętnastowiecznych Adirondack zaskakuje skalą i rozmachem.

e9cfc314159620d07191e46ceb01fb4bjpg

Wybudowano tam bardzo wiele ogromnych ośrodków wczasowych, które przywoływać mogą na myśl współczesne inwestycje na Mazurach czy w Zakopanem.

stoddard-sthubertsisle-ljpg

Można też jednak było uciec przed zgiełkiem w dzikie ostępy...

2png

wiosłując pośród dziewiczych lasów.


forked-lake-19772182061jpg

srs-uslo-2jpg

6947296f24bd47ab2bf98aa958523068jpg

adirondack-lean-tojpg

W lasach dostępne były też turystyczne wiaty...

seneca-ray-stoddard-at-the-camp-fire-adirondacksjpg

gdzie po dopłynięniu łodzią można było zaznać przytulnej atmosfery wieczornego ogniska w miłym towarzystwie.

adirondack-pack-basketjpg

Można też było wyruszyć głęboko w dzicz na łowy z wynajętym przewodnikiem (brodaty jegomość z plecakiem wiklinowym, po lewej). Nessmuk pisał, jak sobie radzić nawet bez przewodnika.